wtorek, 19 czerwca 2012

Test rzęs Donegal


Jak kiedyś pisałam w poście na temat przygotowań do balu absolutoryjnego, zakupiłam w drogerii Natura rzęsy firmy Donegal.
Powiem szczerze, ze dopiero drugi raz w życiu zakładałam sztuczne rzęsy i strasznie mi się ręce trzęsły, bo chciałam wyglądać jak najlepiej. Kupując rzęsy chciałam osiągną efekt ładnych, długich i podkręconych ale bez efektu teatralnego (sztucznego) spojrzenia i to mi się udało. Rzęski nałożyły się łatwo, przy pomocy kleju z Inglota, który fantastycznie i szybko skleja.
Oczywiście, żeby nie było za prosto, rzęsy były dla mnie zbyt szerokie. Musiałam przyciąć cztery wewnętrzne kępki, aby móc normalnie zamykać oczy. Ale efekt jaki uzyskałam, miodzio!


Zdjęcia były robione przed poprawkami w wewnętrznych kącikach oczu, a później niestety nie starczyło mi czasu na ponowne sfotografowanie. Więc zobaczycie jeszcze lekko odklejające się ;)







Porównując rzęsy Donegala do Inglotowych, wypadają o niebo lepiej, ponieważ:
1. Nie mają czarnego paska jak te z Inglota, przez co efekt jest subtelniejszy.
2. Łatwiej się układają dzięki silikonowemu paskowi, nie tak jak sztywny jak Inglotowy pasek.
3. Są lepiej wyprofilowane.
4. Są o połowę tańsze od rzęs z Inglota.
5. Ładnie się ściągają z powieki i nie deformują.

Jeśli któraś z Was się wahała, tera już nie powinna :)

Dodatkowo obiecane zdjęcie sukienki w której byłam.


A Wy jakie macie doświadczenie ze sztucznymi rzęsami? Które polecacie, a które byście stanowczo odradziły?


niedziela, 17 czerwca 2012

Blogerkowe spotkanie :)

W piątek miało miejsce spotkanie zainicjowane przez Marti. To było moje pierwsze. Poznałam dziewczyny, z którymi mam już długi kontakt mailowy, jak i te których blogi często odwiedzam. Spotkanie było najlepsze na świecie, na pewno będę je długo pamiętać. Wszystkie dziewczęta przemiłe, sympatyczne i pozytywnie zakręcone. Tyle (dwanaście) fajnych babeczek w jednym miejscu dawno nie spotkałam.


Lista blogerek:


 


Dziękuję wam kochane za spotkanie :* Oby więcej takich! 
Buziaki!

czwartek, 14 czerwca 2012

Moje zakupy w czerwcu

Dopier połowa czerwca a ja mam cały karton nowych rzecz!

Zacznę może od promocji Yves Rocher, gdzie kupując przez internet powyżej 100zł, można było wpisać kod zniżkowy na -50%. Dowiedziałam się o tym z wpisu Olessski na facebooku. I oto co dziś do mnie przyszło:

 W sumie przyszło do mnie 7 żeli: dwa jeżynowe, dwa brzoskwiniowe, waniliowy, oliwkowy i gardenia, oraz dwa gratisy w postaci peelingu morelowego i maseczki na pory.


Zdecydowałam się tylko na żele ponieważ w YR lubię żele i perfumy. Perfum mam dziki zapas więc postawiłam tym razem na żele. Oj będzie co używać :D


Na następny ogień poszedł ZSK czyli Zrób Sobie Krem:
Kupiłam wiele produktów z których mam zamiar zrobić póki co dwa kremy i tonik. Do toniku mam hydrolat migdałowy z poprzedniego zamówienia, a do kremu dodatkowo olej migdałowy, jojoba i coś jeszcze ale teraz nie pamiętam.


Podczas spaceru po Warszawie zaszłam do malo uczęszczanego Rossmana i tam zakupiłam kilka rzeczy z limitowanki Essence New League:




Za pierwszym razem zakupiłam lakiery i pudry na rozdanie (o tym później), a za drugim cień, który nie chciał mi zejść z ręki, tak jest trwały.


I ostatnie pojedyncze rzeczy to:
-Lush Gentle Lentil Solid Shampoo
-Alterra krem na dzień do cery mieszanej i normalnej brzoskwiniowy

Próbki Vichy aqalia z apteki i próbki Biodermy kremów przeciwsłonecznych 30 i 50+ z allegro.

Szykuje się powoli na bal absolutoryjny i do mojej sukienki zrobiłam sobie paznokcie. Pierwszy raz w życiu użyłam metody wodnej. Mam nadzieję że dotrzymają do jutra :)


I moja sukienka:





I to już wszystko  na dziś :)




poniedziałek, 14 maja 2012

Fred Ferrugia- mój moduł kosmetyczny


Witajcie dziewczyny!
Niedawno zamieściłam na blogu artykuł z polki.pl na temat kosmetyków Freda Ferrugia.

Moja przygoda z FF zaczęła się już jakiś czas temu. Zawsze kiedy mijałam w Sephorze szafę z ich kosmetykami, zwracały moją uwagę ze względu na nietypowy kształt i to iż były tak ładnie katalogowo poukładane. Kilka razy podeszłam do nich patrząc na paletki z cieniami, ale cena jednej części 80-85zł skutecznie mnie odstraszała od zestwatchowania ich sobie na ręku. Po za tym nigdy nie słyszałam o tej firmie, więc nie przyciągała mnie tak jak mój ukochany Guerlain czy Lancome.
Któregoś mroźnego, styczniowego dnia wpadłam na chwilę do Sepho przy Rondzie DeGola i trafiłam, całkiem przypadkiem ;p , na górę promocji po świątecznych. (No dobra oddałam się w wir wyprzedaży). Oddałam akurat podkład który okazał się lekko przeterminowany i stwierdziłam że poszukam sobie czegoś nowego. Ot tak jakbym nie miała całej góry kosmetyków :D W taki oto sposób za nabyłam właśnie FF w promocji.
Jedna część modułu z kolorówką kosztował 29zł, a klip górny wraz z lusterkiem i skarpetą ochronną 19zł.
Mój moduł składa się z czterech części kolorówki plus klapka górna, klapka dolna z lusterkiem i skarpetka której nie zrobiłam zdjęcia, ale niczym się nie rożni od skarpety na telefon.


Od lewej:
Fond de teint fluide cake transparent, SPF30, kolor 04, 0.10oz.
Bronzing powder, kolor. 04, 0.16oz.
Blush, kolor 08, 0,15oz.
Transforming powders, oznaczenie 1249, 2x0.06oz.

Fond de teint fluide cake transparent, SPF30, kolor 04, 0.10oz.
Fluid w kremie u mnie sprawdza się rewelacyjnie kiedy potrzebuje szybki i dyskretnych poprawek. Nie jest to fluid kryjący więc nie można się po nim spodziewać zrobienia mocniejszego makijażu. Jest on raczej przeznaczony do wyrównania kolorytu, lekkiego rozświetlenia oraz delikatnego matu. Na pewno będzie idealny na letnie dni. Oczywiście ogromny plus za SPF30.

Bronzing powder, kolor. 04, 0.16oz.
Puder brązujący jest dla mnie idealny jest leciutki, łatwo nim stopniować kolor i trzyma się długo. Nie posiada w sobie rozświetlających drobinek oraz nie jest pomarańczowy. Mogę zaryzykować stwierdzenie że jest bratem bliźniakiem Holli z Benefitu.

Blush, kolor 08, 0,15oz.
Natępny w kolejce mój faworyt, czyli róż. Ma bardzo ładny lekki truskawkowy kolor, bez żadnych drobinek. Jego trwałość jest rewelacyjna- od świtu do zmierzchu ;)

Transforming powders, oznaczenie 1249, 2x0.06oz.
I w końcu ostatnia część modułu, czyli transformujące cienie.Nie przesadzałabym że są transformujące, od takie rozświetlacie których długość trzymania na powiece zależy od bazy i cieni. Kupiłam je ze względu na to iż dają bardzo zbliżony efekt jak cień rozświetlający w piątce Diora.
Cieni niestety nie kupiłam, ponieważ było ich bardzo bardzo mało, jak to na wyprzedażach i pozostawały same ciemne kolorki.

Pomysł z paletką bardzo mi się podoba ponieważ wszystko działa na zasadzie magnesików w modułach. Z jeden str mamy pasujące do siebie "kołeczki" ktore wsadzamy jeden w drugi zczepiając moduły, a z drugiej moduł nam nie lata i nie otwiera się ze względu na dośc silne magnesiki. Taki kosmetyk jest idealny do torebki kiedy potrzebujemy szybciutko poprawić się w podróży lub zwyczajnie nie mamy miejsca i chęci na noszenie ze sobą dużej ilości kosmetyków. Jednocześnie wyczytałam na stronie producenta iż można je nakładać palcami bez konieczności zabierania ze sobą pędzelka i to się na prawdę sprawdza. Wchodzę do łazienki w uczelni pooprawiam to co trzeba i myję ręce:)

Żeby nie było tak różowo sa jeszcze i minusy.
Pierwszy to taki że niestety klejenie blaszek w których znajdują się cienie transformujące są słabe i trzeba je przykleić do obudowy bo inaczej mogą wypaść.
Drugi to chybiona skarpeta. Pomimo iż mój moduł jest niewielki to skarpeta jest na niego przy mała i ciągle spada z paletki, a kiedy spada ciężko zachować czystość pomiędzy ściankami modułów. Ale wystarczy znaleźć jaką małą kieszonkę na moduł albo inną zastępczą skarpetę.
Ogólnie bardzo szczerze wam polecam wypróbowanie tych kosmetyków, ale warto poczekać na promocje :)


Całusy!


PS. Rysunek, który jest wizytówką bloga wykonała moja siostra Agnieszka. Ma nieprzeciętny talent! Jej niektóre prace możecie zobaczyć na  http://missfrey.deviantart.com/gallery/