Wchodzę do drogerii, a
farby do włosów stoją rzędem od początku sklepu prawie po jej koniec i nie wiadomo którą wybrać. Znajoma historia? Dla mnie tak. Do tego jeszcze przecież mamy swoje wymagania co do koloru, refleksów i zapachu. Najlepsza byłaby
farba do włosów bez amoniaku, która nie szczypie, przyjemnie pachnie, nie brudzi wszystkiego w okół i daje nam piękny naturalny kolor. Takie są właśnie moje wymagania względem farby. I jeszcze jedno. Nie może dawać rudoczerwonych refleksów! Jeśli wybieram sobie jasny chłodny brąz czy na fotce z efektem koloryzacji nie widzę krzty czerwieni, oczekuję że na moich włosach również się nie pojawią. Inaczej cała seria jest dla mnie z góry skreślona.
Przy kilku recenzjach mogłyście zauważyć u mnie już dość spore odrosty. Czas było z nimi zrobić porządek i odświeżyć mój mysi kolorek. Do tego wybrałam farbę Olia Garniera, która jest szeroko zachwalana na YT. Na stronie Garniera możemy wypełnić quiz i dobrać sobie odcień. Ja tak zrobiłam i miałam do wyboru trzy kolory: jasny, średni i ciemny brąz. Pamiętać trzeba, że na polskiej stronie wybiera nam kolory i farby z dostępnych na rynku, natomiast na anglojęzycznej wybiera nam już tylko z gamy Olia. Wybrałam 6.0 jasny brąz. Jak wyszło dowiecie się za chwilę ;)
Co mówi o niej producent?
Po raz pierwszy w domowej
koloryzacji, olejek nie tylko pielęgnuje włosy, ale też odgrywa kluczową
i aktywną rolę bezpośrednio w procesie samej koloryzacji. Ułatwia
rozprowadzanie koloru w głąb włosa dla maksymalnie nasyconego i trwałego koloru.
Proces koloryzacji jest teraz bardziej efektywny i trwały.
NOWA, PRZEŁOMOWA TECHNOLOGIA BEZ AMONIAKU CHRONIONA 21 PATENTAMI
1. Maksymalnie nasycony kolor na długo
2. Zdrowiej wyglądające i bardziej lśniące włosy
3. Optymalny komfort skóry głowy
4. 100 % pokrycia siwych włosów
A teraz moje wrażenia:
Dostajemy farbę w pudełku standardowej wielkości. Co jest fajne, nie ma na nich słodko uśmiechających się Pań, tylko odcienie włosów. To dużo przyspiesza naszą decyzję. Ja wzięłam dwie, bo mam dość długie włosy. W opakowaniu znajduje się krem utleniający, krem koloryzujący i maska do włosów oraz rękawiczki i instrukcja.
Instrukcja jest świetna, taka typowo dla leniwych lub pędziuchów, którzy zabierają się za farbowanie zanim zaczną czytać instrukcję. Piktogramy są duże i opowiadają historię jak farbować włosy :P Druga kwestia to rękawiczki, nie wiem z czego one są ale są fantastyczne. To jest jakiś czarny ceratoplastik, który jest mega trwały. Na pewno wiecie jak to jest przy zwykłych rękawiczkach dołączonych do opakowania. Zdejmujemy je po farbowaniu, a potem nie możemy ich założyć do spłukania bo się zlepiają i nie chcą się założyć. Te się wsuwają w mig i można je doczyścić. Ja sobie jedną parę zostawiłam, na pewno się przyda.

Przejdźmy do koloryzacji. Buteleczki standardowe, wyciska się łatwo. Jedynki mogłabym się przyczepić do buteleczki z kremem utleniającym, na fole ma "kanty", więc trzeba trochę odczekać aż z nich wszystko spłynie. Następnie mieszamy i nakładamy na skalp. Nakłada się łatwo i przyjemnie, nie szczypie i nie brudzi, a co najważniejsze nie śmierdzi! Można ją trzymać na głowie bez folii i nie ma obaw, że podusimy wszystkich męskich osobników w domu, którzy alergicznie reagują na lakier do paznokci, farbę i lakier do włosów. Ja nakładałam farbę ok. 10min, trzymałam na głowie pół godziny i zmyłam. Zmywało się szybko. Co zauważyłam przy zmywaniu, woda była w kolorze latte. Przy drugim spłukiwaniu, woda była czysta. Włosy nie plątały mi się jakoś nadmiernie. Nałożyłam maskę i ją spłukałam. Całość była łatwa i przyjemna.
Kolor wyszedł trochę ciemniejszy niż na opakowaniu, ponieważ całość zajęła mi 40min, chociaż w słońcu na taki nie wygląda i sama nie wiem czy jest ciemniejszy czy tylko mi się wydaje. Jedno wiem mi i mojemu J. się bardzo podoba. Co najważniejsze nie ma rudoczerwonych refleksów!
I jak Wam się podoba efekt?
Macie jakieś swoje ulubione farby?